czwartek, 18 stycznia 2018

Statki widmo


Wiele legend morskich i innych "morskich opowieści" ma w sobie jeden wspólny element - statek widmo. Za najbardziej popularny można chyba uznać Flying Dutchman,
czyli po prostu Latający Holender.



Legenda ta ma swój początek po zatonięciu statku kapitana
Hendrika Van der Decken. Płynął on z Indii do Amsterdamu, statkiem załadowanym przyprawami, jedwabiem i innymi kosztownościami. Podróż przebiegała spokojnie, aż do osiągnięcia Przylądka Dobrej Nadziei, za którym rozpętał się sztorm. Pomimo próśb załogi kapitan nie chciał zawrócić
na spokojniejsze wody, nakazał płynąć dalej.

Gdy wiatr zaczął zrywać żagle, załoga się zbuntowała. Kapitan
Van der Decken bez zawahania zastrzelił przywódcę buntu, a w momencie gdy jego ciało wpadło do wody, statek wraz z załogą miał zostać skazany na wieczną tułaczkę po morzach i oceanach.

Od tej pory żaglowiec był widywany setki razy, najczęściej w okolicach Przylądka Dobrej Nadziei. Spotkanie ze statkiem opisał w dzienniku pokładowym nawet brytyjski książę Jerzy, który wraz z innymi 12 członkami załogi
HMS Inconstant,
1 lipca 1881 roku na wodach australijskich zobaczył słynny statek.

            Kolejnym, bardzo znanym statkiem widmo, jest brygantyna Mary Celeste, zbudowana w 1861 roku jako Amazon. Okazała się być pechową już w pierwszych dniach od zwodowania - jej pierwszy kapitan nagle zachorował i zmarł na zapalenie płuc
na początku dziewiczego rejsu.


Po kolizji ze statkiem rybackim i drugiej, w kanale La Manche, żaglowiec sprawował się dobrze, zarabiając przez kilka lat na szlakach handlowych.
W 1867 roku Amazon została wyrzucona na brzeg w wyniku sztormu i po remoncie wróciła na wody już jako Mary Celeste.


5 listopada 1872 roku statek wypłynął z Nowego Jorku do Genui, z ładownią pełną nieoczyszczonego alkoholu. Jednak 5 grudnia został dostrzeżony ok 400 mil od Gibraltaru, bez żywej duszy na pokładzie i z zerwanymi żaglami.

Po zbadaniu wnętrza żaglowca znaleziono dziennik kapitański, w którym ostatni wpis
był z datą 25 listopada. Brakowało za to szalupy ratunkowej i urządzeń nawigacyjnych. Pod pokładem było trochę wody, ale nie zagrażała ona jednostce. 


Nie udało się ustalić przyczyn zniknięcia załogi, natomiast jedną z najbardziej prawdopodobnych teorii (a jest ich wiele) mówi, że załoga wyczuła opary alkoholu wydobywające się z ładowni i obawiając się eksplozji statku, szybko go opuściła w szalupie, a później nie zdołała już wrócić. 

Takie wypadki zdarzały się na jednostkach przewożących alkohol, w wysokiej temperaturze mógł on wybuchnąć, zatapiając statek i raniąc załogę.

Na tych dwóch historiach dzisiaj zakończę, a jak się spodoba, to będzie więcej opowieści!! 😁 Komentujcie śmiało!

4 komentarze:

  1. Bardzo podoba mi się Wasz klimat morskich opowieści! Chętnie przeczytam kolejne jeżące włos na głowie historie o statkach widmach z historycznym przytupem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię takie ciekawostki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałabym sobie chętnie książki fantasy o statkach widmo :D

    OdpowiedzUsuń
  4. żeglarstwo od zawsze było zajęciem dla wybrańców, odpowiednio silnych i wytrwałych i chyba stąd tyle morskich opowieści. Tym mieszczuchom co tylko siedzą na stałym lądzie, zawsze można było coś niestworzonego opowiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń