sobota, 3 lutego 2018

Życie na statku - kambuz, czyli statkowa kuchnia



Kolejny artykuł z serii porównujący życie na dawnych żaglowcach, małych jachtach i na statkach. Tym razem weźmiemy pod uwagę kuchnię, bo jak człowiek głodny to człowiek zły. Może to właśnie przez to marynarze odżywają i potrafią się cieszyć życiem tylko na lądzie ;)


Małe jednostki


Jak to na małych jachtach jest z gotowaniem większość z Was pewnie wie. Oczywiście wszytko zależy od składu załogi i charakteru rejsu, jednak zazwyczaj w kambuzie udzielają się wszyscy członkowie załogi, pozwala to na duużą integrację. Potrawy są zazwyczaj szybkie i proste w przygotowaniu, ale zdarzają się również wyjątki (zazwyczaj jak w załodze jest osoba, która lubi gotować i jest uzdolniona w tym kierunku). 


Żaglowce


Jak dawniej wyglądała praca w kambuzie? Muszę się przyznać, że nie wiele wiem na ten temat. Mogę sobie jedynie wyobrazić, że nieciekawie. Jeden marynarz (cook, kuk) przygotowujący strawę (praktycznie z niczego) dla ciężko pracujących, wygłodniałych ludzi. Nie zazdroszczę. 

Marynarze na całym świecie jadali podobnie. Z czego składała się ich dieta? Głównie były to suchary, mięso suszone lub peklowane, ryby suszone i wędzone, kasza, groch, fasola. To wszystko nie brzmiałoby tak źle gdyby nie fakt, że mięso zazwyczaj nie nadawało się do spożycia. 

Mięso potrafiło być w (lekkim lub nie) stanie rozkładu, lepkie i gnijące, lub tak twarde, że nie można było pokroić. Często beczki z "mięsem peklowanym" wypychane były różnego rodzaju przedmiotami, które jadalne nigdy nie były (szmaty, drewno, metal), dla dostawcy liczyła się tylko waga takiej beczółki. Zasadniczo, przechowywanie mięsa na statku było problemem do połowy XIXw, kiedy to zaczęto prowiantować statki w konserwy.



Suchary, chociaż wydają się niewinne, były twarde niemal jak skała. Pełno w nich było różnych wijących się stworzonek, których ciężko się było pozbyć. Jednym ze sposobów na uzdatnienie sucharów było wymoczenie ich w słonej, morskiej wodzie lub położenie ryby (najlepiej świeżej) na workach z sucharami. Wtedy całe robactwo przechodziło do ryby, a później topiono je za burtą. 
Inne produkty, także nie były dobrej jakości. Nie będę się rozpisywać, ale nie wątpię, że kucharz na żaglowcu to nie była dobra fucha, a na pewno nie najbezpieczniejsza. 

Nie zawsze na statku jednak była taka posada. Wtedy marynarze dostawali półprodukty, które musieli przygotować sobie sami. Jeżeli nawet kucharz był, posiłek był podawany w jednym wielkim kotle i wszyscy jedli wspólnie. Oczywiście o integracji w czasie, kiedy każdy walczy o to aby coś móc zjeść, nie było mowy. 

Brytyjski kadet w liście do domu tak opisał swoją dietę:
 „ (…) karmieni jesteśmy wołowiną, która trzymana jest w beczce dziesięć lat, i sucharami, które w czasie jedzenia ziębią nam gardła, jako że zawierają robaki, które są bardzo zimne, gdy się je spożywa. Są jak galaretka z nóżek, ale bardziej tłuste… Pijemy wodę, która ma kolor gruszy i pełna jest żyjątek, oraz wino, które stanowi mieszankę byczej krwi i trocin”.

Dobra, to były inne czasy. Wtedy wszyscy ludzie nie jedli za dobrze, wróćmy do teraźniejszości. Jak wygląda kuchnia i dieta na współczesnym żaglowcu? 

Pewnie dużo zależy od danego statku. Jednak na żaglowcach szkoleniowych, na pewno kambuz jest duży ;) Przykładowo, na Darze Młodzieży w kambuzie pracuje dwóch kucharzy i jeden piekarz. Dodatkowo mają oni do pomocy trzech kadetów. Tych kilka osób przygotowuje posiłki każdego dnia dla ok. 130/140 osób. 

Jak się przechowuje składniki dla takiej ilości osób w czasie rejsu? W dzisiejszych czasach nie ma z tym najmniejszego problemu. Na statkach (żaglowcach również) są duże chłodnie. W środku w zależności od rodzaju produktów, utrzymywana jest różna temperatura. 

Co się jada? Teoretycznie wszystko (z nazwy). Jednak w rzeczywistości dania pozostawiają wiele do życzenia. Jest to zarówno kwestia jakości produktów, ilości osób na pokładzie jak i sposobu ich przygotowania. Co jest najczęstsze? Parówki, w każdej postaci. Na śniadanie, spaghetti i leczo z parówkami, no i oczywiście podstawa do wszelkiego rodzaju zup. Od dawna za parówkami nie przepadałam, ale po praktykach to już chyba nigdy nie tknę parówki. 

Żeby nie było tak, że tylko narzekam. Zdarzały się naprawdę smaczne potrawy, ale jeśli mam być szczera to... były one w mniejszości. 

W poniższym filmiku jest fragment, na którym pokazana jest kuchnia i mesa studencka. 


Współczesne statki handlowe


Nie wiele się to różni od powyższego opisu. Z tym, że na statku kucharz jest jeden, ale też ma o wiele mniej gęb do wyżywienia. Zgodnie z przepisami, jeśli na burcie jest więcej niż (tutaj chwila zawahania, jak ktoś wie to niech poprawi) 20 osób, kucharz powinien mieć pomocnika. 

Przechowywanie żywności jest w sumie takie same na każdym statku, bez względu na to, czy jego głównym napędem jest silnik czy żagle. Temperatura w chłodniach sięga od -21 st (tzw. ciężka chłodnia) do kilku stopni na plusie w chłodniach lekkich do przechowywania nabiału, czy warzyw. 

Jada się "normalne", sama widziałam jak to wszystko powstaje ;) I do tej pory nie wiem, jak z dobrych i nie zepsutych składników może powstawać coś co tak nie-smakuje. Mi osobiście wydaje się, że to dlatego, że wszystko robione jest jak najszybciej i z godnie z zasadą, że jedzenie ma być pożywne, a nie że ma smakować. 

Jednak procentowo, tych smacznych potraw było więcej na statku handlowym, niż na statku szkolnym i żaglowcu ;) Z opowieści jednak wiem, że dużo zależy też od narodowości kucharza. 


Kuchnia na M/V Mongolia


Mesa na M/V Mongolia

Wyszło przydługawo, ale dajcie znać czy Wam się podoba ;)

5 komentarzy:

  1. Do tej pory myślałam, że na statkach serwuje się znacznie smaczniejsze i bardziej wyszukane potrawy. Widzę jednak, że wygląda to znacznie, znacznie inaczej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo zależy od bandery statku, ale w dzisiejszych czasach wszystko jest robione po kosztach, jakość produktów lub za mało osób do pracy (chociaż... czy tylko w dzisiejszych czasach?). Później wychodzi jak wychodzi.

      Usuń
    2. Ja też tak myślałam 😊
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Świetny post, bardzo przyjemnie mi się go czytało. Żałuję tylko, że usiadłam do jego czytania ze śniadaniem ;P

    OdpowiedzUsuń