sobota, 22 lutego 2020

Barcelona

Sagrada Familia

Pomysł na lot do Barcelony pojawił się dość spontanicznie - chciałyśmy spędzić parę dni w  nieco cieplejszym miejscu, a przy tym uniknąć deszczu. Udało nam się spełnić oba warunki. 😉

Leciałyśmy z Gdańska z przesiadką w Londynie - dzięki temu mogliśmy spędzić na miejscu 3 dni, przylatując na miejsce w południe, a wylatując pod wieczór.

Bercia: Było to dla nas najbardziej korzystne rozwiązanie. Ze względu na kota nie możemy pozwolić sobie na dłuższe tripy. 
Rowery miejskie - świetny pomysł na poruszanie się po mieście.
Tym razem nie poruszałyśmy się na rowerach miejskich, ale też jest taka opcja!

Komunikacja miejska


Z lotniska do miasta można się dostać pociągiem lub metrem. My kupiłyśmy bilety T-casual, które pozwalają na 10 podróży autobusem, metrem i pociągiem. Zasada jest prosta - w ciągu 75 minut możemy przesiadać się trzy razy. Jest to bardzo wygodne, a koszt nie jest wcale duży - 11,35€. 

Paula: Bilet bardzo fajnie się sprawdzał, ale do ostatniego dnia. Bilet Berci musiał się porysować w kieszeni i nie był odczytywany w żadnej bramce.. 

Briama triumfalna w Barcelonie
Brama triumfalna - widywałyśmy ją codziennie wychodząc i wracając do hostelu

Dzień pierwszy


Zwiedzanie rozpoczęłyśmy przy Łuku Triumfalnym. Przeszłyśmy alejami w kierunku Parc de la Ciutadella. 
A tam niemałe zaskoczenie - skrzeczące papugi! Wszystkie zielone, miały swoje gniazdka w palmach i głośno oznajmiały swoje położenie. Jedną z nich podpatrzyłyśmy nawet jak odłamuje gałązki z drzewa i z trudem odlatuje z nimi do gniazda. 😃 Kolejną nowością były dla nas rosnące w parku drzewka mandarynkowe. 
I to razem z owocami, nie jakieś oszukane. 😊

Bercia: Już przy samym monumencie zauważyłyśmy pojedyncze, skrzeczące zwierzaki. Stąd też pochodzą pierwsze próby ich sfotografowania. Później dopiero okazało się że jest to norma w niektórych rejonach 😊

Zielona papużka - sympatyczna mieszkanka Barcelony
Jedna ze skrzeczących ;)
Po wyjściu z parku skierowałyśmy się w stronę dzielnicy Barri Gotic - naprawdę warto trochę tam pospacerować, szczególnie jeśli lubicie podziwiać architekturę. My przeszłyśmy się wzdłuż pozostałości rzymskich murów obronnych, później wąskimi uliczkami doszłyśmy do Pla de la Seu przy którym znajduje się, budowana od XIII wieku, katedra św. Eulalii, która zrobiła na nas duże wrażenie. 

W pobliżu udało nam się posłuchać fragment występu ulicznego gitarzysty - a było warto! 😃

Selfie na tle Katedry św. Eulalii
W tle Katedra św. Eulalii
W niedalekiej odległości od placu znajduje się ciekawy mural - mozaika wykonany z różnych zdjęć. Do powstania dzieła zostało użytych 4000 płytek ceramicznych ze zdjęciami.

Bercia: Ciężko sfotografować ten mural, przez tłumy ludzi, którzy po kolei robią sobie z nim zdjęcia 😝

"El Món Neix en Cada Besada"
"El Món Neix en Cada Besada" - czyli "Świat rodzi się w każdym pocałunku"
Nie opuszczając Barri Gotic wstąpiłyśmy jeszcze do kościoła Santa Maria del Mar - jego wnętrze jest nadzwyczaj ascetyczne, a to ze względu na pożar w 1936 roku, który zniszczył ołtarz główny i część dekoracji kościoła. Część z Was może kojarzyć tę katedrę z serialu Netflixa, lub książki Ildefonso Falcones o tytule Katedra w Barcelonie.

Piękny witraż w Katedrze Santa Maria del Mar
Piękny witraż w Katedrze Santa Maria del Mar
Bercia: Przy kościele znajduje się również pomnik wybudowany w miejscu starego cmentarza poświęcony poległym Katalończykom,  obrońcom Barcelony podczas oblężenia wojsk francuskich i hiszpańskich w 1714 roku podczas wojny o sukcesję hiszpańską.

Powoli robiłyśmy się zmęczone, co prawda w ciągu dnia była przerwa na kawę, jednak tempo zwiedzania trochę zwolniłyśmy. Na koniec zostawiłyśmy sobie dzielnicę nadmorską. Na przerwę znalazłyśmy sobie miejsce z widokiem na port i wzgórze Montijuic. 

Odpoczynek w miejskiej marinie
Odpoczynek po wyczerpującym dniu
Bercia: Przesiedziałyśmy tam trochę czasu obserwując zmieniające się światło podczas zachodu słońca i zabawnego jamnika. 

Zachód słońca w marinie jachtowej
Zachód słońca w marinie jachtowej

Po zachodzie słońca skierowałyśmy się w stronę Kolumny Kolumba, później szłyśmy już w stronę hostelu przez główny deptak La Rambla, po drodze szukając marketu. 

Nocleg zarezerwowałyśmy sobie tym razem praktycznie w samym centrum, bo niecałe 500 m od Łuku Triumfalnego. Spałyśmy w pokoju 6 osobowym dla kobiet w hostelu. Generalnie mogę go polecić, przynajmniej w podobnym terminie, bo nie było problemu z kolejkami do łazienki, ani kuchni, no i było wszędzie czysto. 

Kawa na Turó de la Rovira
Kawa na Turó de la Rovira

Dzień drugi


Następnego dnia z samego rana wybrałyśmy się wzgórze Turó de la Rovira, skąd rozciąga się przepiękny widok na Barcelonę. Wzgórze to było wykorzystywane do celów obronnych już od 4 stulecia p.n.e. Obecnie na szczycie mieści się muzeum i pozostałości bunkrów. Na górę wychodzi dużo turystów, ale też miejscowi na poranną jogę w promieniach wschodzącego słońca. My wzięłyśmy ze sobą w termosie kawę, więc bardzo przyjemnie spędziłyśmy czas na wzgórzu. 

Widok na Barcelonę z Turó de la Rovira
Widok na Barcelonę
Niedaleko wzgórza znajduje się Park Güell, do którego również warto się wybrać będąc w okolicy. Większa część parku dostępna jest bez biletu.

Bercia: Niestety w parku, a przynajmniej w jej ogólnodostępnej części, ciężko o spokój. Nawet poza sezonem w tym miejscu znajdowało się wielu turystów, jednak to nie oni są najbardziej uciążliwi tylko drobni sprzedawcy, którzy naskakują ze swoją ofertą na każdym kroku. 

Park Güell

Po przejściu głównymi uliczkami, zapuściłyśmy się na mniej uczęszczane ścieżki, gdzie była cisza i spokój.


Ciekawe konstrukcje w Parc Güell
Ciekawe konstrukcje w Parc Güell
Nieopodal parku miałyśmy już wcześniej wypatrzoną knajpkę z lokalnym jedzeniem (Bar Casi), do której pewnie gdyby nie liczne pozytywne opinie w google, nie weszłybyśmy. Ulica na której się znajduje jest niczym nie wyróżniająca się, sam lokal z zewnątrz nie wygląda zbyt zachęcająco, a wystrój w środku wygląda trochę jak sprzed 20 lat temu. 

Knajpka podaje zestawy obiadowe, składające się z pierwszego i drugiego dania do wyboru, no i z napoju. 
My wybrałyśmy po zupie katalońskiej, którą z całego serca mogę polecić. Miała w sobie ciecierzycę, białą fasolę, kapustę i kawałki mięsa - pierwszy raz jadłyśmy coś takiego, była bardzo sycąca. W ramach drugiego dania wzięłyśmy talerz mięsa, który byłby dobry, gdyby był mniej słony.

Bercia: I gdyby było jakieś przełamanie smaku słonego mięsa jakąś sałatką. 😉 Paula wygrała w losowaniu dań jeszcze ziemniaki i kawałek papryki. Ja dostałam samo mięso. 😐

Chwila odpoczynku przed zwiedzaniem Sagrada Familia
Chwila odpoczynku przed zwiedzaniem Sagrada Familia
Po obiedzie chciałyśmy wrócić do centrum, jednak trochę czasu nam to zajęło. 
Trochę się pogubiłyśmy, a w końcu okazało się że większość drogi przeszłyśmy pieszo. 

Bercia: Jeśli chodzi o dobór kierunku całkowicie zdałam się na Paulę. Trzeba przyznać, że działała pod silną presją (koniecznie chciałam jak najszybciej dostać się do spokojnego kawałka zieleni na dłuższy odpoczynek), a napięcie rosło z każdą chwilą. 

Na początek Paula jako idealne miejsce do odpoczynku wybrała ławkę przy fontannie pomiędzy ruchliwymi ulicami, jednak udało nam się w końcu trafić do właściwego miejsca. 

Paula: Myślę, że to wszystko było spowodowane tą presją... 😜

Przed wejściem do kościoła-muzeum
Przed wejściem do kościoła-muzeum

Sagrada Familia


Tego samego dnia miałyśmy wykupiony bilet wstępu do Sagrada Familia. Zwiedzanie planowałyśmy już wcześniej, bilety najlepiej kupować przez internet - omija się kolejki, bilet jest na konkretną godzinę, a poza tym dzięki zniżkom można go kupić sporo taniej. Przed wejściem do samego kościoła przechodzi się kontrolę bezpieczeństwa, taką jak na lotnisku.

Bercia: Tak szczegółowa kontrola nas mocno zaskoczyła. 

Szczegóły struktury budynku
Szczegóły struktury budynku


Wnętrze Sagrada Familia
Sama wysokość robi wrażenie!
 Jeżeli nie kupujecie biletów wcześniej, warto wybrać się do świątyni w pogodny dzień - witraże podświetlone światłem słonecznym robią naprawdę duże wrażenie. Wnętrze jest jakby podzielone kolorami, dzięki prześwietlającemu się kolorowemu światłu. 


Gra światła i kształtów wewnątrz
Gra światła i kształtów wewnątrz
Duże wrażenie robi też sama wysokość kościoła - jest możliwość wjechania na wieże, skąd na pewno roztacza się piękny widok. Będąc w środku widać inspiracje Gaudiego naturą. Nietypowe kształty ma każdy element budynku - schody, kolumny, czy balkony. 

Niesamowite kształty kościoła

W środku jest bardzo dużo turystów, ciężko jest zrobić zdjęcie bez nich. 😉 Myślę że warto wejść do środka pomimo cen biletów - jest to niepowtarzalny budynek, który zapada w pamięć.

Barwne witraże

Bercia: Na mnie największe wrażenie wywarły witraże i barwne światło wewnątrz świątyni oraz jej wygląd zewnętrzny. 

Kolejny dzień dobiegał końca, powoli skierowałyśmy się w stronę hostelu. 

W drodze na wzgórze Montjuïc
W drodze na wzgórze

Ostatni dzień


Ostatniego dnia naszego pobytu w Barcelonie miałyśmy podjechać pod wzgórze Montjuïc, a po kawie na górze pojechać jeszcze na plażę. Niestety po próbie wejścia na stację metra okazało się że tylko jeden bilet jest czytany przez bramki... 

Jedna z wielu palm Barcelony
Zdjęcie z palmą na pocieszenie ;)
Bercia: Było to mocno nieprzyjemne zaskoczenie. Bilet okazał się nieważny po wykorzystaniu połowy przejazdów i to przez małą ryskę. Mocno pokrzyżowało nam to plany na ten dzień i trochę zachwiało dobre samopoczucie. 

Zdecydowałyśmy się więc na spacer, przypominając sobie nasz wyjazd do Bergamo. 😉

Kolejka na wzgórze
Widok z przerwy kawowej na kolejkę dojeżdżającą do połowy wzgórza
 Udało nam się podejść na wzgórze dosyć szybko (nie licząc przerwy na kawę na ławeczce z widokiem na Barcelonę). Ze wzgórza roztaczał się widok na port handlowy i dzielnice graniczące z morzem. Na szczycie znajduje się zamek Castell de Montjuïc, który można zwiedzać. My za to wybrałyśmy ścieżkę prowadzącą dookoła niego. Trasa ma około 2 km, a blisko niej jest też obszar leśny - no po prostu idealne miejsce do biegania. 😊

Castell de Montjuïc
Castell de Montjuïc
Paula: Zatrzymałam się na chwilę, żeby porobić kilka zdjęć, a tu nagle zostałam otoczona przez domagające się pieszczot koty. 😄

Koty wgórza Montjuïc
Jedyny, który wolał wygrzewać się w słońcu niż łasić.
Na terenie zamku widziałyśmy też strzelnicę, ale taką łuczniczą. Większość strzelających wyglądała jakby uczestniczyli w zajęciach szkolnych, ale dalej był też "wolny strzelec", który trenował strzelając do dużo dalszej tarczy. Powiem szczerze, że gdyby u nas w szkołach były takie zajęcia, to chętnie zostałabym kilka lat dłużej. 😝

Widok na port handlowy ze wzgórza
Tym razem z widokiem na port handlowy
Po takim spacerze schodząc ze wzgórza byłyśmy już tak wygłodniałe, że od razu wypatrywałyśmy jakiejś miejscówki na obiad. Udało nam się wypatrzeć knajpkę z paellą i tapas i to był na prawdę strzał w dziesiątkę!  Co prawda obsługujący nas kelner wcale nie mówił po angielsku, ale okazało się, że wcale nie jest to problemem. 😊

Bercia: To był najsmaczniejszy posiłek jaki jadłyśmy w Barcelonie. No, może oprócz części której nie odważyłam się zjeść (owoce morza), ale Paula sobie świetnie poradziła. 

Punkt nabierania wody
Nabieranie wody pitnej nie jest żadnym problemem

Po zjedzonym obiedzie miałyśmy jeszcze trochę czasu na ostatnie zakupy i właściwie już musiałyśmy kierować się na stację linii pociągu, który jeździ na lotnisko. 

Bercia: Tego dnia okazało się, że w czasie poprzednich zakupów mocno przepłaciłyśmy. 

Już siedząc na peronie miałyśmy jeszcze trochę stresu, bo nasz pociąg był opóźniony. Na szczęście udało nam się zdążyć na samolot bez wywoływania po nazwisku. 😉

Bercia: Nasz pociąg odjechał o czasie, tylko my spóźniłyśmy się ok 1 min (przez nieumiejętność porozumienia się ze sobą), to następny się spóźnił zupełnie niwelując nasz zapas czasowy. 

Widok z samolotu na Pireneje
Pora wracać z powrotem do Polski..

Wyjazd do Barcelony był bardzo udany, ale żeby lepiej poznać miasto musiałybyśmy kiedyś tam wrócić. Ja jestem chętna, więc pewnie jeszcze się tam pojawimy!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Kim jesteśmy?



Cześć! Prowadzimy ten blog aby dzielić się z Wami naszymi przygodami. Jest to nasze miejsce w sieci, dlatego też znajdziecie tutaj posty na tematy bliskie naszym sercom.

Paula & Bercia

Instagram

Facebook