sobota, 9 września 2017

Morskie przesądy - część 1


Nie od dzisiaj wiadomo, że żeglarze to ludzie przesądni. Czy to jest dalej aktualne? No nie wiem... trochę czasy się zmieniły, teraz żegluje każdy, niezależnie od tego w co wierzy, czy nie wierzy. Dzisiaj postaram się Wam opowiedzieć o kilku przesądach, które panowały kiedyś wśród marynarskiej braci.


Kobieta na pokładzie


Nie od dzisiaj wiadomo, że kobieta na pokładzie przynosi nieszczęście (a mimo to dalej żeglujemy 😉). Ale od czego to się w ogóle zaczęło? 

Ogólnie rzecz biorąc to statek jest kobietą, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało. W języku angielskim w dalszym ciągu mówiąc o statku używa się określenia 'she' - 'ona', a kobiety, jak to kobiety, potrafią być zazdrosne o inne. 'Zazdrosny' statek mógł sprowadzić na załogę różne nieszczęścia. Zakaz wprowadzania kobiet na statki był powszechny. Niektórzy kapitanowie określali je jako 'diabli balast'. 

Podobno był jednak sposób aby kobieta nie przynosiła nieszczęścia na statek. Należało je rozebrać, bowiem naga kobieta potrafiła zawstydzić rozszalałe morze i je uspokoić. 

Zły karzeł


Kalbautermann to karzeł, stworzenie, które pojawiało się w momencie zagrożenia statku.Na pokładzie pojawiał się rzadko. Podobno najczęściej można go było zobaczyć w kluzie kotwicznej, a nie było to proste i nie każdemu było to dane. Objawiał się on wyłącznie kapitanom lub szyprom. Kiedy wchodził na maszty lub bukszpryt, było to oznaką niebezpieczeństwa jakie groziło statkowi. Był tam do momentu, kiedy była jakakolwiek szansa ratunku. Kiedy karzeł znikał, oznaczało to, że statek nie ma już szansy na przetrwanie. 

W piątek się nie wypływa


Hiszpanie uważali, że najlepszy dzień na wypłynięcie to właśnie piątek, bo to właśnie w ten dzień Krzysztof Kolumb rozpoczął swoją wyprawę, która zakończyła się sukcesem. Dlaczego więc piątek przynosi pecha? Ten przesąd wywodzi się od żeglarzy ze Wschodu, dla nich był to dzień obrzędów religijnych. Nie wypływali oni w piątek, ponieważ to przynosiło pecha. Ten zwyczaj skutecznie się jednak rozprzestrzenił i przeniósł do Europy. 

Nikt z założenia nie wypływał w piątek, jeśli jednak do tego doszło, a na pokładzie zdarzył się jakiś (chociaż najmniejszy) wypadek, załoga w popłochu opuszczała statek, który uważano za pechowy/przeklęty. Nie próbowano takich statków ratować, a to potęgowało wiarę w 'feralny dzień'.

Podobno do tej pory niektórzy kapitanowie odmawiają wypłynięcia z portu w piątek, a armatorzy nie wodują statków w ten dzień. Znając jednak realia dzisiejszych marynarzy, nie sądzę, że to możliwe. 

Sposoby na przywołanie wiatru. 


Żeglarze mają bujną wyobraźnie. Szczególnie w przypadku, kiedy tkwili w strefie ciszy i jedyne co ich mogło uratować od śmierci głodowej/z odwodnienia to powiew wiatru. 
  • gwizdanie - dość kontrowersyjne, bowiem powszechnie wiadomo, że gwizdanie na pokładzie było zabronione i surowo karane. Dozwolone było tylko w trakcie całkowitej flauty, wtedy miało to wywołać gniew Thora i sprowadzić burzę. 
  • wbijanie noża w maszt - nóż należało wbić rękojeścią w kierunku, z którego miał zacząć wiać wiatr
  • rybia płetwa - w maszt należało wbić rybią płetwę, a następnie ją przeklinać, ten sposób miał obrazić św. Antoniego i wywołać wiatr
  • chłostanie siebie lub współtowarzyszy
  • drapanie masztu -  niektórzy wierzyli, że drapanie masztu w połączeniu z tajemniczymi zaklęciami przywoła wiatr
  • lina z węzłem - umieszczenie na maszcie liny z odpowiednim węzłem podobno odnosiło skutek, do tej pory jednak nie wiadomo jaki to konkretnie ma być węzęł
  • drapanie podstawy masztu przez kobiety - kobiety obecne na pokładzie powinny podrapać piętę masztu, aby przywołać wiatr. Według niektórych powinny być to dziewice.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz