czwartek, 7 września 2017

Żeglarska majówka 2017

Nasz jacht - s/y Reset

Minęło już trochę czasu od rejsu we wrześniu
i jakoś na początku listopada stwierdziłyśmy, że może to już czas myśleć o kolejnym.. 


Gdy spojrzałyśmy w kalendarz, okazało się, 
że w majówkę mamy tydzień wolnego! 

Tak więc rozpoczęły się poszukiwania jachtu
i załogi, no i oczywiście główkowanie nad tym gdzie popłyniemy. 

Bercia: Poszukiwania jachtu nawet z tak dużym wyprzedzeniem czasowym nie należało do najłatwiejszych zadań. Najlepsze oferty zostały już (początek listopada!) zarezerwowane. 

Paula: Jak to zazwyczaj bywa, trasa miała być inna. Plan był by popłynąć na Olandię, później Kalmar i Karlskrona. Ale na rejsach wszystko zależy od wiatru, więc ze względu na pogodę trzeba było zmodyfikować trasę. :)

Majówkowe dni w tym roku miały być dosyć chłodne, ale pełni entuzjazmu, po krótkim zapoznaniu się wszystkich członków załogi, zapakowaliśmy się na jacht.

Bercia: Przekazanie jachtu poszło sprawnie i pomimo braku protokołu zdawczo-odbiorczego, co mnie trochę zaniepokoiło, wszystko było ok.

Już pierwszy dzień poszedł nie do końca po naszej myśli. Chcieliśmy wypłynąć jeszcze w dniu odbioru, w sobotę, ale wiatr był zbyt silny, prognozy też nie najlepsze. Zostaliśmy na noc w Górkach Zachodnich. 

Niedziela, wypłynęliśmy z samego rana. Rozpogodziło się, więc zapowiadał się miły początek. Co się okazało po wypłynięciu na zatokę? Poprzedni dzień zostawił nam prezent w postaci martwej fali. Cały dzień, pomimo lekkiego wiatru dał się we znaki całej załodze.



Na domiar złego mieliśmy trochę problemów (jak to na każdym nieznanym jachcie bywa). Nie mogliśmy odpalić silnika. Wiatr ucichł jak byliśmy na torze wodnym, w najgorszym możliwym momencie pozostaliśmy bez napędu. Na szczęście na krótką chwilę 😊

Gorzej wyszliśmy na drugiej usterce. Zaciął nam się grot w maszcie, nie mogliśmy postawić głównego żagla. To wywołało wiele złych emocji (ale chyba tylko u kapitana i I Off). 

Bercia: Martwa fala jest jednym z tych mniej przyjemnych zjawisk na morzu. Jest to fala, która pozostała po silnym wietrze, który miał miejsce wcześniej. Jeśli wiatr zelży, a fala zostaje, jachtem kołysze na wszystkie strony, ludzki błędnik w takich warunkach szaleje, dając oznaki choroby morskiej. Po całym takim męczącym dniu nie mogłam patrzeć na cierpienie całej załogi. Przyjechaliśmy tam odpocząć, a nie po to żeby się męczyć.


Władysławowo.
 Po wypłynięciu z zatoki, w związku z panującymi warunkami, nastąpiła zmiana planów. Zmieniliśmy kurs i popłynęliśmy do Władysławowa. Do portu wchodziliśmy w nocy. Miejsca postojowe dla jachtów znajdują się w głębi portu, wcześniej trzeba płynąć między kutrami, które nocą, przy słabym świetle, robią duże wrażenie. 

Paula: Byłam bardzo wdzięczna Beacie za zmianę planów. Poszukiwałam antidotum na chorobę morską, ale jak zwykle trzeba było po prostu przeczekać. :) We Władysławowie można było się w końcu spokojnie najeść, nadrabiając cały dzień!

Pomimo późnej godziny, po dobiciu do nabrzeża cała załoga nagle odżyła. Nagle wszyscy znaleźli siły na spacery, rozmowę i kolację. Ogólne wymęczenie organizmu (przez chorobę) i ucztowanie do białego rana nie sprzyja wczesnemu wstawaniu, ale też nie musieliśmy się śpieszyć. W końcu mieliśmy odpocząć 😊

Bercia: Nie było potrzeby się śpieszyć, bo nasze ambitne plany trasowe już poszły w las, do zrealizowania została Karlskrona i poszukanie jakiegoś portu blisko. Ważne było dla mnie to, żeby wyciągnąć grota. Niestety nie udało się to we Władysławowie.

Rano, w nieco lepszych nastrojach zaczęliśmy się szykować do wypłynięcia. Staraliśmy się 'naprawić' grota, niestety bez skutku. Prognozowane wiatry pozwalały na swobodnym płynięciu na samym foku, aż do samej Szwecji, w związku z tym wypłynęliśmy (udało się jeszcze przed obiadem 😉)

Ten odcinek był bardzo przyjemny. Pogoda nam dopisała, z wyjątkiem tego, że było bardzo zimno, ale wiatr był idealny. Pozwolił nam szybko dopłynąć do portu, ten przelot zajął nam ok 24 h. Szwecja powitała nas kilkoma niespodziankami. 


Szwedzka łódź podwodna.

Na podejściu do Karlskrony (które, swoją drogą jest bardzo ciekawe) mijaliśmy się z szwedzką łodzią podwodną, a w porcie czekała na nas kontrola Coast Guard. Nie pierwsza już, w ciągu tego tygodnia, jednak poprzednia była tylko przez UKF. Tym razem funkcjonariusze weszli na pokład, dokonali pobieżnej rewizji oraz kontroli dokumentów. Wszystko poszło sprawnie, nie minęło 15 min i było już po wszystkim.

Bercia: Widok okrętu płynącego (jak się na początku zdawało) prosto na nas robi wrażenie i potrafi zasiać mały zamęt w umysłach ;) Trwał on jednak krótko, szybko się okazało że mają pokojowe zamiary. 
Natomiast jeśli chodzi o kontrolę, była to moja pierwsza w życiu na jachcie i to nie tylko jako kapitana. Po wypłynięciu z Władysławowa miałam krótką rozmowę przez UKF ze strażą graniczną i myślałam, że limit wyczerpany, a tu się okazało, że jednak nie. Pomimo dużego stresu, wszystko przebiegło bardzo sprawnie. 


Paula za sterem na podejściu do Karlskrony.

Karlskrona to miał być kulminacyjny punkt wycieczki, tym razem udało się go osiągnąć. Spędziliśmy tam większość następnego dnia, który przeznaczyliśmy na zwiedzanie. W mieście zwiedziliśmy starówkę, jakiś stary kościół. Zazwyczaj w takich miejscach jest bardzo ciekawie, na ścianach jest sporo dzieł i to nie koniecznie związanych z Kościołem, bardziej z historią danej miejscowości. Tym razem budynek nie był jakiś wyjątkowy. 

Obowiązkowym punktem wycieczki były tradycyjne szwedzkie lody (chociaż temperatura nie bardzo sprzyjała takim deserom). Bardzo dobre, jednak porcje... ciężko im sprostać. Oczywiście nie moglibyśmy opuścić tego miasta bez wizyty w muzeum marinistycznym. Chyba wszyscy wyszli zadowoleni, więc wycieczka się udała.

Paula: Muzeum jest bardzo rozbudowane, można tam spokojnie spędzić pół dnia.
Tak na prawdę pokazuje historię od pierwszego statku do czasów obecnych.
Jest w 100% warte polecenia! 


Bercia: Do muzeum weszliśmy bezpłatnie. Byłam już tam trzeci raz i uważam, że jest to najlepsze muzeum tego typu. Bardzo chciałam tam zabrać znajomych żeglarzy. Niestety sporo atrakcji było nieczynnych, przez to, że nie byliśmy tam w sezonie, ale i tak było warto. 


Muzeum

Po powrocie do mariny spotkaliśmy naszych rodaków, którzy też zamierzali postać trochę w Karlskronie jednak z innego powodu. Na następne dni zapowiadany był sztorm. Już wtedy wiał dosyć silny wiatr. Po długiej analizie sytuacji, wysłuchaniu prognoz pogody i dokładnym przejrzeniu mapy wyruszyliśmy w kierunku następnego portu. 


Zabawa na falach.

Przelot miał być krótki i niezbyt męczący. Już po wyjściu z zatoki stanęliśmy twarzą w twarz z falami i przechyłami. Płynąc bajdewindem wszyscy się dobrze bawili. Tym razem jednak brak grota, którego do tej pory nie udało nam się naprawić, bardzo nam przeszkadzał. Nie byliśmy w stanie płynąć tak ostro do wiatru jakbyśmy chcieli. Robiąc zwroty przez sztag, kręciliśmy 180°. Niestety 'nasz' port nie był dla nas osiągalny. 


Popłynęliśmy na malutką, bezludną wyspę - Utklippan. Sama w sobie wysepka ma swój urok, jednak nie ma się co oszukiwać, nie ma na niej co robić za długo. Cały przybytek można obejść dookoła w 15 min. My utknęliśmy na niej (z powodu sztormu) jakiś czas, z niecierpliwością obserwując pogodę i nadejścia jakiejś zmiany od porywistego wiatru. 

Paula: Na Ultklippan był niepowtarzalny klimat - skalista wyspa, brak ludzi i wysiadujące jaja ptaki. Okazało się nawet, że przed sztormem schroniły się na drugiej części wyspy foki, ale były na tyle daleko, że zobaczyłam to na zdjęciu dopiero w domu.. ;)

Bercia: To tak w zasadzie dwie wyspy, my byliśmy na jednej, były tam stare łodzie wiosłowe i nawet żartowaliśmy, że można by zwiedzić drugą część. Jak się później okazało, właśnie w tym celu te łodzie tam były... Może nawet byśmy zobaczyli te foki z bliska. 


Utklippan
Utklippan - part 2

Jako dorośli ludzie potrafiliśmy się sobą zająć nawet w takich warunkach: spacerowaliśmy, fotografowaliśmy niemal każdą ciekawą skałę, graliśmy w gry. Każdy mógł znaleźć tam coś dla siebie. Oprócz nas stały tam dwie jednostki. Dwaj Szwedzi, na jachcie żaglowym i druga, trzyosobowa załoga na motorówce (zdaje się że niemieckiej narodowości).


Port na Utklippan.

Panowie z motorówki stwierdzili, że Szwedzi to doświadczeni żeglarze i jak oni zdecydują się wypłynąć to znaczy, że już można 😉 Nas zaczął gonić czas, na rejs mieliśmy tylko tydzień, a przecież trzeba wrócić do Polski. W ostateczności wypłynęliśmy jeszcze przed uspokojeniem się pogody, przed Szwedami.

Następny dzień był bardzo ciężki. Brak grota (dalej nie udało się go postawić) przeważył na naszym kursie. Kolejny raz nie byliśmy w stanie płynąć pod fale. Przy tak małej prędkości i dużej zawietrzności, próby płynięcia pod fale wydawały się bardzo niebezpieczne. Co drugą/trzecią falę obracało nas bokiem, nie było możliwe płynąć w takich warunkach. Musieliśmy się sztormować z wiatrem. Przy tym sternik musiał bardzo uważać na nadchodzące fale, aby wpływać na nie pod odpowiednim kątem i przechyły kontrować sterem. 

Bercia: Przez pierwsze godziny po wypłynięciu z portu stałam za sterem. Pierwsza zmiana nastąpiła, kiedy już mi było tak zimno, że nie mogłam ustać więcej. Później razem z Paulą się zmieniałyśmy co jakiś czas, ale nawet jak Ona sterowała nie mogłam się powstrzymać od wychodzenia na pokład, a przecież miałam się ogrzać. 
Warunki były naprawdę ciężkie, nie bardzo mi się uśmiechało oddać ster komukolwiek. Na koniec rejsu się zorientowałam, że osoby, które mi towarzyszyły na pokładzie robiły to zgodnie z rozkładem wacht, co było dużym POZYTYWNYM zaskoczeniem. 

Kiedy morze się uspokoiło, mogliśmy zmienić kurs. Byliśmy już aż pod Bornholmem, jednak próby wcześniejszych zwrotów kończyły się niepowodzeniem. Już spokojnie sobie dopłynęliśmy do polskiego wybrzeża. Po kontakcie z armatorem przedłużyliśmy czarter o kolejny dzień. Całe szczęście, że po nas nikt nie miał rezerwacji na ta jednostkę. 

Po kolejnych próbach naprawy grota, w końcu nam się udało. Po sztormie wiatr bardzo zelżał. Uratowało nas to trochę, przynajmniej mogliśmy przyśpieszyć.

Paula: Problem z grotem okazał się prosty do rozwiązania, gdy wreszcie odkryliśmy co było nie tak. Pierwsza teoria była, że grot klinuje się w maszcie przez to, że został poprzednio zbyt luźno zwinięty. Okazało się jednak, że problem leżał w źle zwijającej się lince - od tej pory przy rozwijaniu grota wysyłana była do masztu osoba kontrolująca tą linkę. :)


Grot postawiony! :)

Zatrzymaliśmy się na chwilę w Łebie, musieliśmy zakupić paliwo, później już nie byłoby takiej możliwości, a wskaźnik paliwa pokazywał że została nam jakaś 1/4 zbiornika. Wskaźnik prawdopodobnie był zepsuty (z pełnego baku skakał od razu do 1/4), bo do zbiornika weszło tylko kilka litrów, jednak mieliśmy zapas i wiedzieliśmy, że nie czekają na nas kolejne przygody (przynajmniej od strony silnika).


Ostatni wieczór na morzu.

Po spacerze na stację benzynową ruszyliśmy dalej. Początkowo  płynęliśmy praktycznie w strefie ciszy, ale po pewnym czasie zaczęło wiać i postawiliśmy żagle. Po pewnym czasie wiało już dosyć dobrze i utrzymywaliśmy stałą prędkość ok 6 w. 

Zatoka Gdańska przywitała nas dużym zafalowaniem, a do portu macierzystego wchodziliśmy przy dużym wietrze. Wszystko się udało, pozostało nam tylko posprzątać. Z powodu dużego rozkołysu nie było to możliwe podczas żeglugi. Po wszystkim odbyło się 'uroczyste' pożegnanie z załogą i rozdanie opinii z rejsu. 

Bercia: Na miejscu okazało się, że nie tylko my przypływamy później. Polacy spotkani w Szwecji byli z tego samego portu co my. Do portu macierzystego wróciliśmy w podobnym czasie, jednak z tego co wiem jeden z jachtów doznał jakiejś poważniejszej usterki silnika. 
Ja również dostałam swoją opinię :)


Moja opinia :) 


Ostateczna trasa rejsu. 

Rejs się udał, ale mam nadzieję, że następnym razem pogoda będzie nam bardziej przyjazna. 😃

A tu możecie zobaczyć trasę z bliska, wraz ze zdjęciami. :)


Bercia: W najbliższym czasie postaram się wrzucić skrócone video z rejsu. 

5 komentarzy:

  1. Ładne zdjęcia :) super rejs, chciałabym spróbować żeglarstwa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie stoi na przeszkodzie. W tym roku planujemy dwa tygodniowe rejsy pod koniec czerwca ;) więcej szczegółów pod linkiem https://journeyandlove.blogspot.com/2018/01/rejsy-2018-popyn-z-nami.html

      Usuń
  2. Podziwiam za odwagę i pasję! Kiedy następna wyprawa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Żeglarska wyprawa pod koniec czerwca. Można się dołączyć ;)

      Usuń
  3. Super przygoda chętnie wybrałabym się na taką podróż, a dodatkowo jakie świetne opinie zyskałaś :)

    OdpowiedzUsuń