poniedziałek, 23 października 2017

Góry stołowe 2017


Jakiś czas temu pisałam, że wybieramy się w góry stołowe 
pod namiot i chyba nadszedł czas by ten wyjazd opisać. 😉

Zacznijmy od dojazdu. My jechałyśmy pociągiem z Krakowa do Wrocławia i dalej kolejami regionalnymi do Kudowy Zdrój. Podróż straasznie nam się ciągnęła. Na miejscu byłyśmy dopiero wieczorem. Czekała nas pierwsza wspólna noc pod namiotem.

Paula: Pod wieczór zaczęło się robić dość chłodno, ale na prawdę zimno było już w nocy. Parę razy budziłam się i cieplej ubierałam. Dopiero rano było nam dane rozgrzać się przy pakowaniu i ciepłej kawie. :) Następnym razem biorę cieplejszy śpiwór!!


Bercia: Naprawdę było zimno, nie wiem czy podobnie jak podczas majówki, gdzie temperatury sięgały 5°C. Ciężko się wyspać, kiedy chłód budzi co chwilę. Prognozy na szczęście zapowiadały lekkie ocieplenie. 



Następnego dnia czekał nas dzień na nogach. Udało się wstać dosyć wcześnie, ale okazało się, że wychylenie nosa z namiotu przy takiej niskiej temperaturze wcale nie jest proste... Ale w końcu zebrałyśmy się i wyruszyłyśmy w kierunku Błędnych Skał. 


 Już w pierwszym dniu zauważyłyśmy że ciężko znaleźć szlak w Górach Stołowych, który chociaż w części nie przebiegałby przy szosie. Dlatego droga trochę nam się ciągnęła... 😉

Gdy udało nam się dotrzeć do wejścia na trasę błędnych skał zdziwiła nas ilość osób wybierających się w to samo miejsce. Sama ścieżka jest ciekawa, prowadzi pomiędzy skalnymi grzybami. 

Bercia: W środku szlaku krajoznawczego chodzi się po kładkach, między skałami. Przy takiej ilości ludzi robią miejscami naprawdę spore korki. Po pewnym czasie idzie się w takiej dłuuugiej kolejce. A wszyscy się na Ciebie patrzą wzrokiem "jak to z takim plecakiem... i po co?"





Paula: Powiem szczerze, że ciężko było się przecisnąć z plecakami! Miejscami trzeba było je nosić przed sobą w rękach, a i tak trochę trzeba było pokombinować żeby się zmieścić.

Myślę że pewnym błędem jest brak informacji przy kasie na temat tego jak ciasne są przejścia. Pewna pani dopiero gdy zobaczyła, że my z plecakami się mieścimy, zdecydowała się na przejście między skałami. 

Bercia: Strasznie słaba sytuacja dla ludzi trochę "większych", którzy mogli by mieć problemy z przejściem, jak również klaustrofobików. W sumie to ciężko im by się było wrócić tam skąd przyszli. 




Tego dnia nocleg miałyśmy zaplanowany pod schroniskiem Pasterka. Jest tam bardzo klimatycznie, okolica jest piękna, schronisko stanowić też może bazę wypadową w kierunku Czech. 

No i jedzenie jest przepyszne! 😋

Oprócz nas jeszcze kilka osób spało pod namiotami, teren przeznaczony na biwakowanie jest spory, więc każdy miał trochę prywatności. 

Bercia: Niestety ta noc też nie była ani trochę ciepła. Tym razem mogło to mieć związek z wysokością. W końcu byłyśmy trochę wyżej niż poprzedniej nocy. 

Skalna brama


Drugiego dnia wybrałyśmy się na czeskie szlaki - i to był doskonały pomysł. Teren był dużo mniej uczęszczany przez ludzi, przez kilka godzin nie spotkałyśmy nikogo, dopiero po zbliżeniu się do czeskiego schroniska pojawiło się więcej osób. 

Widoki były ładniejsze niż po polskiej stronie, szczególnie skalna brama zrobiła na nas wrażenie, szlak poprowadzony był wśród skał.

Problemem jaki można napotkać używając polskiej mapy, jest brak czasów przejść na czeskich szlakach. W Czechach przy rozwidleniach szlaków również ich nie znajdziemy - są podane jedynie odległości w kilometrach, które nie są wcale bardzo pomocne przez zróżnicowany teren.

Paula: W Czechach bardzo mi się podobało, rano, gdy jeszcze mgła się nie rozwiała, w lesie było nieco tajemniczości, która spotęgowana była brakiem ludzi w okolicy.

Bercia: Trasa drugiego dnia to był spontan. W planach miałyśmy zaplanowane trasy tylko w Polsce. Czech nie brałyśmy pod uwagę ze względu, że chciałyśmy wziąć psy ze sobą (niestety pomysł nie wyszedł), ale tamtejsze szlaki są jak najbardziej godne polecenia. 



Gotowanie na szlaku ;)


Na noc wróciłyśmy do Pasterki - trasa trochę nam się przedłużyła, nie zdążyłybyśmy dojść nigdzie dalej i dostać jeszcze coś na obiad. 😉

Dzień trzeci - nie zapowiada się przyjemna pogoda.. :P

Trzeciego (i jak się później okazało ostatniego) dnia pierwszym przystankiem był Szczeliniec Wielki. Pogoda zaczynała nam się powoli psuć i gdy weszłyśmy na szczyt, ciężko było dojrzeć cokolwiek przez gęstą mgłę. Co prawda była ona chwilami przewiewana, więc kilka zdjęć udało się zrobić. 

Po szybkiej kawie ruszyłyśmy w kierunku Skał Puchacza, gdzie czekały nas kilka odsłoniętych urwisk. Kiedy popatrzyło się w dół robiły wrażenie! 

Co kilka godzin sprawdzałyśmy prognozę pogody i wszystko wskazywało na to, że kolejnego dnia będzie ciągle lało. Nie ufając zbytnio w nieprzemakalność naszego namiotu postanowiłyśmy wrócić jeszcze tego dnia. 

Bercia: Urwiska robią wrażenie, nawet pomimo tego że nie są bardzo wysokie. A już zdarzało nam się wisieć na percie 40m nad pokładem. 😉 Decyzja o powrocie okazała się słuszna, dzień później zaczęły się straszne ulewy w tamtym rejonie. Już w zeszłym roku dolało nas w górach do tego stopnia, że wszystko w plecakach było mokre (łącznie ze śpiworem dodatkowo zabezpieczonym). Przyjemność z chodzenia w takich warunkach drastycznie spada.  

Najbliższa miejscowość, z której miałyśmy możliwość się wydostać, była Szczytna i tak wsiadłyśmy w koleje regionalne do Kłodzka. Jest to jednak o tyle specyficzne miasto, że jeżeli chce się dojechać do centrum miasta, nie powinno się wysiadać na stacji Kłodzko Główne.. 😛

A to nasza trasa

Paula: Wyjazd był udany, myślę że jeszcze kiedyś uda mi się namówić Beatę na wyjazd pod namiot, a tymczasem trzeba poczekać na cieplejsze dni.
😉

2 komentarze:

  1. "Cudze chwalicie, a swego nie znacie" - a w Polsce jest przecież tyle pięknych, niedocenionych miejsc, jak np. Góry Stołowe. Pięknie! Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Góry stołowe... jako dziecko często jeździłam do Kudowy. Bardzo mile wspominam te wypady ;) Musze pojechać tam znowu!

    OdpowiedzUsuń