poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Rejsy 2018 - cz I

Żeglowanie po Bałtyku

Trochę czasu minęło od naszych ostatnich wpisów. Był to dla nas bardzo intensywny okres, mam nadzieję, że nam wybaczycie taką nieobecność. Teraz przyszedł czas na relację z wakacyjnych rejsów. Niestety, tym razem Bałtyk również nie był nam łaskawy.



Dwutygodniowy czarter podzielony był na dwa osobne rejsy. Trasę pierwszego z nich prezentuje poniższa mapka. Ponownie startowaliśmy z Gdańska (a dokładniej z Górek Zachodnich). Znalezienie załogi na ten termin nie było trudne, część osób już wcześniej z nami pływała i już od dłuższego czasu mieli obiecane zaokrętowanie.


Trasa naszego rejsu
Przybliżona trasa naszego rejsu

Jacht już zdążyliśmy poznać rok wcześniej, był to ten sam s/y Reset, na którym przeżyliśmy zimną majówkę rok wcześniej. Nasza dzielna jednostka typu GibSea 362 o długości niecałych 11 m, jest w stanie pomieścić 8 osób i (załoga liczyła 7), kiedy wyruszyliśmy z portu.

Bercia: Mieliśmy trochę przewagi w tym roku. Znaliśmy już część tajemnic, które skrywa ten jachcik i tym razem nie było niemiłych niespodzianek.


Marina w Kristianopel
S/Y Reset, postój w Kristianopel
Pierwszy przelot trwał ok. 50 godzin. Warunki nie były złe, początkowo płynęliśmy z wiatrem o sile (z tego co pamiętam ok 4B). Wiatr jednak okazał się bardzo kapryśny. Kilkukrotnie zmieniał swój kierunek, niby nic złego, ale ostatecznie ustalił się na północno-zachodni do północnego. Przez co przelot nam się znacznie wydłużył.

Bercia: Przez odcinek kilkunastu mil pod szwedzkim wybrzeżem halsowaliśmy się wiele godzin. Część załogi była już porządnie wymęczona zmianą trybu życia z lądowego na jachtowy oraz chorobą morską.

Podczas żeglugi udało nam się nawet złapać rybę (belonę?), co było dla wszystkich niemałym zaskoczeniem.


Bałtycka ryba - belona
Nasza zdobycz chwilę przed wypuszczeniem na wolność
Odpoczynek na pokładzie
Droga się dłuży, a spać trzeba ;)
Sternik na jachcie
Paula na szczęście czuwa.

W końcu jednak udało nam się dotrzeć do upragnionego portu, a tam... czekała już na nas niespodzianka. Zaraz po zejściu na ląd podjechali do nas funkcjonariusze szwedzkiego Coast Guard i  jednak nie była to tylko kontrola dokumentów. 

Bercia: Rok wcześniej, w Karlskronie, mieliśmy małą kontrolę straży granicznej. Wtedy weszły na pokład dwie osoby, sprawdzili dowody osobiste, zaglądnęli do dwóch bakist, zadali kilka pytań i poszli sobie.

Tym razem kontrola była troszkę większa, trwała około pół godziny, w tym czasie załoga stała ustawiona w szeregu na nabrzeżu, a kilku (pięciu?) funkcjonariuszy przeczesywało każdy kawałek jachtu wewnątrz i z zewnątrz.

Bercia: W przeszukiwaniu brał udział również pies, który zaraz po zejściu pod pokład zatrzymał się koło piekarnika, w którym robił się kurczak na długo wyczekiwany obiad (a trzeba wspomnieć, że akcja dzieje się około północy). Dzięki strażnikom wiemy już w jakich miejscach przemyca się różne towary, a uwierzcie mi, trzeba mieć wiele wyobraźni, żeby wpaść na takie skrytki.

Oczywiście musieli również zadać kilka standardowych pytań, skąd, dokąd, na jak długo i w jakim celu. Na szczęście, pan który nas pilnował przekazał kolegom naszą prośbę o wyłączenie palnika (nie ukrywając zdziwienia), na którym gotowały się ziemniaki, przynajmniej obiad nam się nie rozgotował. ;)

Bercia: Takie sytuacje, zawsze są dla mnie mocno stresujące. Jak pływałam jako załoga to nigdy nie mieliśmy kontroli granicznej (ewentualnie przez VHF), natomiast odkąd zdarza mi się poprowadzić jakiś rejs, zdarza się to często.

Paula: Na szczęście straż graniczna zawsze jest dla nas miła (pewnie dlatego że niczego nie przemycamy 😇) i jeżeli coś wyciągają, to wkładają to na miejsce.

Grönhögen spędziliśmy (prawie) cały następny dzień.  Należało nam się trochę wytchnienia po dłuższym przelocie.  Czekaliśmy też na poprawę warunków pogodowych. Port do którego trafiliśmy to niewielka miejscowość położona na południowo-zachodnim wybrzeżu Olandii. Co i czy w ogóle jest coś ciekawego w Grönhögen? Zależy kto, co uważa za ciekawe ;)


Wiatrak
Stary wiatrak, znajduje się w niedużej odległości od portu.
Znalezisko w Grönhögen
Na spacerze po okolicy znaleźliśmy ruiny niewiadomego pochodzenia.


Grönhögen - widok na port
Marina widziana z dalszej perspektywy

Jednak zależało nam też na czasie (w końcu tydzień mija bardzo szybko), dlatego też wyruszyliśmy kilka godzin przed zachodem słońca, tak aby noc spędzić w następnym porcie.

Do Kalmaru dopłynęliśmy niestety po ciemku. Na miejscu jednak szybko znaleźliśmy miejsce i mogliśmy już planować co zwiedzimy następnego dnia. 

Na zwiedzanie miasta poświęciliśmy cały następny dzień, jednak to i tak za mało, żeby zobaczyć je całe i odwiedzić wszystkie ciekawe miejsca. Udało nam się zajrzeć na dziedziniec zamku, przejść się po parku miejskim, a także udać się na poobiedni spacer na starówkę. 

Bercia: Udało nam się też popływać, pomimo tego, że temperatura wody do tego zupełnie nie zachęcała. 

Paula: Ale wiadomym jest, że przecież raz w roku należy wykąpać się w Bałtyku, więc okazja była do tego idealna!


Kalmar - Zamek
Załoga w komplecie na tle zamku kalmarskiego


Kalmar - Katedra
Katedra położona na głównym placu

Wieża w centrum Kalmaru
Wieża w centrum Kalmaru

Kalmar
Kamienice na starówce
Cały dzień również śledziliśmy prognozy pogody. Na Bałtyku był sztorm, wiatr dało się też mocno odczuć w cieśninie, w której znajduje się Kalmar. Zapowiadał się ciężki powrót do Ojczyzny.

Bercia: Niestety prognozy się nie polepszały, a ja już traciłam nadzieję na punktualny powrót do domu.

Zdecydowaliśmy wyjść z portu, pomimo kiepskiej pogody (który to już raz?). Popłynęliśmy na południowy kraniec cieśniny, tak aby po poprawie warunków móc wyruszyć w drogę do Polski.

Bercia: Nie chcieliśmy zawijać do tego samego portu co na początku, dlatego zdecydowaliśmy się na przeciwległy brzeg i małą, uroczą miejscowość o nazwie Kristianopel. Był to strzał w dziesiątkę.

Po dziennej żegludze przez cieśninę i ucieczce przed sztormowymi chmurami, zawinęliśmy do małego porciku, w którym zajęliśmy przedostatnie miejsce przy kei.


Kalmar - widok od strony morza
Wyjście z Kalmaru


Nasza trasa
Tak wyglądała przebyta droga z Kalmaru do Kristianopel, jak widać znowu halsowanie.

Ostatnią miejscowością jaką udało nam się zwiedzić w Szwecji była niewielka wioska. Budownictwo było utrzymane w jednym stylu i... można powiedzieć, że było bardzo przyjemne dla oka. Od strony wybrzeża przez całą długość wioski ciągnął się mur obronny, a co jakiś czas można było odnaleźć tablicę informacyjną o historii tego miejsca. Okazało się że znajdowaliśmy się w miejscowości, która bardzo często przechodziła z rąk szwedzkich do duńskich i z powrotem.

Paula: Marina była bardzo urokliwa. Ruiny fortyfikacji i małe miasteczko pozwoliło nam odpocząć i zrelaksować się po krótkim przelocie.


Marina w Kristianopel
Marina w Kristianopel


Port w Kristianopel
Marina w Kristianopel



Kristianopel
Miejskie zabudowania
Mur w Kristianopel
Mur ciągnący się wzdłuż całego miasta
Stara latarnia morska
Rekonstrukcja starej latarni morskiej

Następnego dnia wypłynęliśmy, wyglądało na to że pogoda się uspokoiła, a z czasem miało być tylko lepiej. Miało...
Początek przelotu był dosyć znośny, jednak w momencie gdy znaleźliśmy się w miejscu zupełnie nie osłoniętym przez ląd okazało się, że nie będzie miło i przyjemnie.

Niestety, na pogodę wpływu mieć nie możemy, a wracać już musieliśmy. Fale i wiatr były większe niż prognozowane. Na szczęście mieliśmy na pokładzie załoganta doświadczonego przez fale oceaniczne, więc jeden pewny sternik był. Okazało się, że kilka osób z załogi mniej doświadczonej również radzi sobie podczas żeglugi na falach tej wielkości (niektóre z nich mogły mieć kilka metrów wysokości), a dodatkowo były bardzo długie jak na Bałtyk.

Bercia: Zbliżającą się od burty ściana wody nie jest przyjemnym widokiem. Powiem szczerze że to były chyba najgorsze warunki jeśli chodzi o wiatr i fale w jakich przyszło mi do tej pory żeglować. Nie chciałbym ich powtarzać...

Przelot był dosyć krótki, pomimo tego, że żagle mieliśmy zrefowane do granic możliwości. Nie zabrakło nam jednak atrakcji w postaci burzy z towarzyszącymi jej wyładowaniami, w czasie której sztormowaliśmy się na samym foku. Szczęśliwie jednak udało nam się dopłynąć do Górek Zachodnich. Podejście i cumowanie obyło się bez niespodzianek.

Niestety z powrotnej żeglugi nie mamy dobrej jakości zdjęć.

Bercia: Pod względem warunków atmosferycznych był to, jak do tej pory najcięższy rejs (głównie chodzi o powrót). Jednak załoga była tak dzielna i wspaniała, że potrafili ocieplić atmosferę i rozładować napięcie (spowodowane pogodą) nawet w najcięższych warunkach.


Ciemne chmury nad portem
Bezpieczni w porcie.
 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Kim jesteśmy?



Cześć! Prowadzimy ten blog aby dzielić się z Wami naszymi przygodami. Jest to nasze miejsce w sieci, dlatego też znajdziecie tutaj posty na tematy bliskie naszym sercom.

Paula & Bercia

Instagram

Facebook