sobota, 1 czerwca 2019

Londyn

Słynne czerwone budki, w niektórych są hotspoty Wi-Fi

W maju wybrałyśmy się do Londynu! Była to nasza pierwsza wspólna lotnicza wycieczka, a także pierwsza wizyta w Anglii.Było niesamowicie, ale oczywiście za krótko. 😉
Na pomysł żeby polecieć do Londynu wpadłyśmy właściwie przypadkiem - planowałyśmy zrobić sobie krótką wycieczkę lecąc w jakieś ciekawe miejsce, a przeglądając ceny lotów nie sposób było nie polecieć do Anglii. 😁

Lądowałyśmy na lotnisku w Stansted, które znajduje się ok 1h jazdy busem i 60 km od Londynu. Do miasta dostałyśmy się bez większych problemów, wysiadając na stacji Southwark.

Paula: Zwiedzanie zaczęłyśmy od spaceru brzegiem Tamizy. Minęłyśmy Teatr Szekspirowski i rzuciłyśmy okiem na Złotą Łanię, galeon na którym Sir Francis Drake chciał okrążyć Amerykę Południową przechodząc przez cieśninę Magellana.

Kolejnym miejscem, które podziwiałyśmy było Tower of London. Tuż obok znajduje się piękny zegar słoneczny, przedstawiający historię miasta od jego powstania aż do czasów współczesnych.

Bercia: Generalnie zegar prawie minęłyśmy, był dobrze ukryty, ale moja ciekawość i "już idę, ale popatrz tutaj jest coś ciekawego" zwyciężyły :)

Beata odkrywa zegar ;)

Historia wyryta na zegarze

Spacerując nieco zdążyłyśmy już zgłodnieć, więc zaczęłyśmy szukać jakiegoś spokojnego miejsca na drugie śniadanie. Tak trafiłyśmy do The Garden at 120 - czyli ogrodu na dachu budynku przy ulicy Fenchurch. Jest to bardzo urokliwe miejsce, do którego wiele osób przychodzi w przerwie na lunch. My byłyśmy oczarowane otaczającymi nas roślinami i widokiem na centrum Londynu.

Bercia: Stojąc w kolejce do wejścia targało nami wiele niepewności. Po pierwsze ludzie w okół nas. No... widać, że nie pasowałyśmy do otoczenia. Druga sprawa, aby wejść do windy, trzeba było przejść przez bramki wykrywające metal oraz prześwietlić plecak. Dziwnie to wyglądało, a my do samego końca nie wiedziałyśmy czy jesteśmy w dobrym miejscu.


Na górze było genialnie!

Świetna atmosfera pozwoliła nam zapomnieć o wątpliwościach w kolejce

Paula: Spacerując ulicami miasta byłam zdziwiona, że tak dużo jest tutaj pięknych budynków. Bardzo spodobał mi się też styl, w którym większość zabytków została wybudowana. Dodatkowo myślę, że dla mnie Londyn może być przykładem miasta, w którym bardzo dobrze połączono nowoczesne, przeszklone wieżowce ze starymi kamienicami.


Jeden z mijanych przez nas kościołów

Następnym przystankiem było muzeum Londynu, ukazujące historię od powstania miasta, przez wybuch wielkiego pożaru, II Wojnę Światową, aż po czasy współczesne.

Paula: Czytając o historii Londynu dowiedziałam się wielu ciekawych informacji, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Największym szokiem dla mnie była liczba ludności zamieszkującej miasto tuż po jego założeniu (a było to w czasach rzymskich ok. 30 tysięcy ludzi!!).

Herb Londynu na ścianie muzeum miasta
Po wyjściu z muzeum, był moment, w którym nie wiedziałyśmy co robić dalej. Padła decyzja na przemieszczenie się (rowerem oczywiście) w kierunku naszego hostelu. W planach było jeszcze znalezienie miejsca, w którym można by uzupełnić zapas wody oraz coffee time :)

Bercia: Z tą jazdą na rowerze to jest tak, że była przez nas odkładana jak najdłużej i zawsze wywoływała spory stres (szczególnie pierwszego dnia). Wyobraźcie sobie, że jesteście w obcym mieście, tylko mniej więcej wiecie gdzie jechać (tyle co udało się zapamiętać), jazda oczywiście po ulicy, gdzie wszyscy jeżdżą bardzo... dynamicznie, a jeszcze musicie pilnować czasu, żeby zdążyć oddać rower (fajne jeszcze jak się uda trafić w pobliże miejsca gdzie mieliście dojechać ;) )


Relaks przy kawie

Pod koniec dnia udało nam się jeszcze poleniuchować na trawie w ostatnich promieniach słońca i pojechałyśmy zameldować się w hostelu.



Nasz środek transportu

Następny poranek rozpoczął się dla nas wcześnie, po śniadaniu pojechałyśmy po kawę i do Hyde Parku.

Bercia: Niestety noc w hostelu nie była zbyt komfortowa. Spałyśmy w pokoju wieloosobowym (18 osobowym). Generalnie pierwszy raz spałam w hostelu i okazało się, że to nie do końca tak jak w schronisku. Ludzie schodzili się w zasadzie przez całą noc, a na dodatek łóżka skrzypiały przy każdym poruszeniu, a ja pomimo zmęczenia budziłam się wielokrotnie, dodatkowo zapach tam panujący... Na nogach byłyśmy już od 5.30, szybkie śniadanko i w miasto :)

Paula: W Hyde Parku było super! Moim zdaniem każde większe miasto powinno mieć taki teren zielony. Widziałyśmy tam wiewiórki szare ( które, jak się dowiedziałam pisząc ten post, są niezłymi szkodnikami, wypierają rodzime wiewiórki rude i wyżerają drzewom za dużo korzonków 😈!


Spacer o poranku ;)

Po krótkim spacerze udałyśmy się do Muzeum Historii Naturalnej, gdzie okazało się, że wielu innych zwiedzających też wpadło na pomysł przyjścia tuż po otwarciu. 😏

Tak na prawdę to nie ma się co dziwić, bo muzeum posiada bardzo wiele ciekawych eksponatów. Nam udało się zwiedzić jedynie jego część - planujemy jeszcze kiedyś wrócić! 😉 Zobaczyłyśmy część muzeum prezentującą szczątki dinozaurów, szkielety ssaków i sekcję o człowieku. Niestety z powodu napiętego grafiku musiałyśmy na tym zwiedzanie muzeum zakończyć.


Dopiero początek dnia a nogi już bolą! :D

Paula: Do muzeum na pewno wrócimy, bardzo podobały mi się wystawy, które udało nam się zobaczyć. Muzeum jest na tyle duże, że trzeba by poświęcić mu cały dzień, żeby je zwiedzić. 

Bercia: Generalnie już w muzeum dało się odczuć że długo jesteśmy na nogach, a poprzedni dzień wcale lżejszy nie był. Pamiętajmy, że byłyśmy na nogach od 5.30, a poprzedni dzień zaczął się o 4.30, a skończył 23 (czasu polskiego).

Wydarzenie, na które tak się spieszyłyśmy z muzeum, to zmiana warty przy Pałacu Buckingham. Godziny, w których się odbywa są zamieszczane na oficjalnej stronie pałacu, ale warto przyjechać na miejsce około godziny wcześniej - my tego nie zrobiłyśmy i mało co udało nam się zobaczyć przez tłumy. 😉


Tłumy pod Buckingham Palace

Po tym jak ludzie zaczęli się rozchodzić i okazało się, że to już wszystko zatrzymałyśmy się jeszcze w St Jame's Park, na krótki odpoczynek.

Bercia: I drzemkę :)

Później chciałyśmy jechać do Chinatown, ale okazało się, że na najbliższej stacji nie ma możliwości wypożyczenia rowerów, więc poszłyśmy na nogach, a po drodze zatrzymałyśmy się na obiad.

Chinatown Gate

I na tym właściwie można zakończyć relację z naszej wycieczki do Londynu. Niestety trzeba było już powoli wracać na lotnisko i szykować się na lot powrotny. 

Bercia: Na przystanku chciałyśmy być z pewnym zapasem czasowym.

Podsumowując ten wyjazd muszę powiedzieć że atmosfera Londynu szalenie mi się podobała. Trafiła nam się świetna pogoda, co patrząc na statystyki, nie często się zdarza. 😉
Wycieczka była bardzo krótka i mega intensywna, ale myślę że udało mi się psychicznie wypocząć. Ludzie na miejscu byli wyjątkowo mili i nie napotkałyśmy praktycznie żadnych problemów. 


Świetne w Londynie jest też to, że do miejskich muzeów wstęp jest darmowy, więc nawet jeżeli podróżuje się z małym budżetem można wiele miejsc zobaczyć.

Rzeczne spacery


Po mieście poruszałyśmy się pieszo i na rowerach miejskich, co uważam że było dobrym pomysłem. Co prawda wolałabym się poruszać na własnym rowerze, bo te miejskie są bardzo ciężkie, ale oczywiście przy tak krótkiej wycieczce nie byłoby to w ogóle opłacalne. 

Paula: Jeżeli chodzi o poruszanie się rowerem po drogach, to bez problemu dostosowałyśmy się do ruchu lewostronnego (wyjątkiem były skręty w prawo - trzeba je było nieco przemyśleć 😉).


Bercia: Kogoś tutaj pamięć zawodzi, tak jak mówiłam, jazda na rowerze była stresująca, w głównej mierze dlatego, że nie znałyśmy miasta. Drugiego dnia, już jeździłyśmy z nawigacją z podpowiedziami głosowymi przez słuchawki i było znacznie lepiej :)

Powrót do domu :'|


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz