wtorek, 11 czerwca 2019

Rejs czerwcowy - 23 - 30.06.2018

Morskie spotkania

Kolejny rejs z założenia miał być na trasie Gdańsk - Bornholm - Gdańsk. Niestety życie zweryfikowało nasze plany, w sumie nie życie, a niepomyślny, silny wiatr północny. Dobrze nam się wracało przy wietrze z tego kierunku, jednak pogoda pokrzyżowała nam plany.
Gdzie w takim razie popłynęliśmy? Do Łeby z przystankiem na Helu. Czy rejs w takim razie nie był udany? Trzeba by zapytać załogi ;)

Już tłumaczę jak wyglądała sytuacja pogodowa. Prognozy nie były zachwycające, z północy nad centralny i południowy Bałtyk nadciągał kolejny sztorm, (nieszczęścia chodzą parami), a rozkołys po poprzednim sztormie jeszcze nie ucichł. Na pokładzie znajdowały się osoby całkiem świeże jeśli chodzi o żeglugę. 

Załoga chciała również obejrzeć mecze piłki nożnej (akurat na początek rejsu trafił się występ Polaków na Mundialu), więc doszła "obowiązkowa" przerwa na Helu, do którego z resztą halsowaliśmy się kilka godzin dłużej niż powinniśmy.

Paula: Droga na Hel niewyobrażalnie mi się nudziła.. Chyba jeszcze nigdy nie płynęłam tam aż tak wolno. 😏 Wiatr wyjątkowo nam nie sprzyjał, zachodziła nawet obawa że spóźnimy się na mecz!


Morskie widoki
Wieczorem przed wypłynięciem podzieliliśmy się na wachty oraz omówiliśmy zasady panujące na jachcie podczas rejsu. Podczas pierwszego przelotu zdążyliśmy się już trochę poznać. 

Bercia: To był nasz pierwszy rejs, w którym nie znaliśmy wcześniej nikogo nawet prywatnie, nie mówiąc już o predyspozycjach czy umiejętnościach żeglarskich. Dla zapewnienia bezpieczeństwa ja i Paula byłyśmy wyłączone z wacht. W sumie to miałyśmy swoje "nadzorujące", zmieniałyśmy się po 6 h, dzięki czemu każda z nas miała czas na regenerację.

Następnego dnia rano wypłynęliśmy na północny - zachód. Naszym celem był Bornholm, który wydawał się najbardziej prawdopodobnym z kierunków. Niestety siła wiatru nie pozwalała na rozwinięcie pełnych żagli, a kierunek też nie był najlepszy. Wiał tak zwany "mordewind".

Bercia: Niestety nie było innej drogi. Południe Szwecji jak i duńska wyspa zdawały się poza naszym zasięgiem, przy takim wietrze nie byliśmy w stanie zdążyć z powrotem na czas. Natomiast podejście do Kłajpedy przy mocnym północno - zachodnim wietrze (według locji) nie jest zalecane.

Halsowaliśmy się więc w kierunku północno - zachodnim do czasu... kiedy czas nas powoli podganiał i stało się dla nas jasne, że nie damy radę dopłynąć do Bornholmu, nadszedł czas na poważną rozmowę z załogą. 

Tematem rozmowy, a właściwie demokratycznego głosowania, był cel naszej wędrówki. Opcje były dwie, bezkres morza i żegluga w kierunku Bornholmu i zmiana kursu na port macierzysty w takim momencie, aby dopłynąć na czas, oraz zmiana planów i zatrzymanie się w Łebie. 

Paula: No cóż.. Warunki nam nie sprzyjały i jedyne co nam zostało to poznać bliżej Polskie wybrzeże. Bo jednak inaczej się płynie mając przed sobą jakiś postawiony wcześniej cel. 😉

I tym właśnie sposobem jakiś czas później znaleźliśmy się na łebskiej plaży organizując kolejny wieczór integracyjny, tym razem w postaci grilla. Było bardzo... wesoło.


Łeba
Plażowe grillowanie
Bercia: W sumie to pierwszy raz byłam w Łebie (nie licząc jednego krótkiego postoju po paliwo).


Z cyklu - morskie spotkania
 Rano pogoda był dobra, ale jakoś specjalnie nie śpieszyliśmy się z wypłynięciem. Po wyjściu z Łeby kierowaliśmy się w stronę Władysławowa. Dzień był spokojny i żegluga odbyła się bez niespodzianek. Jednak wieczorem okazało się, że jedno światło pozycyjne nam nie świeci. 


Zachód na Bałtyku

Bercia:
Nie chciałam majstrować przy kloszu po ciemku i na fali, dlatego do samego portu płynęliśmy nieprzepisowo na światłach na topie masztu, jednak uznałam to za bezpieczniejsze rozwiązanie, niż płynąć będąc niewidocznym z jednej strony. 


Do Władysławowa dopłynęliśmy wieczorem, z wpłynięciem nie było problemu. Miejsca przy Y-bomach niestety dla nas nie było, ale znaleźliśmy miejsce zaraz obok i też nie było najgorzej.

Rano po śniadaniu okazało się, że żarówka jest przepalona.

Bercia: Oczywiście jacht był wyposażony w różne części zapasowe, żarówki też jakieś widziałam, więc idziemy szukać :)

Niestety, były różne żarówki, jednak nie takie jak nam potrzeba. Po śniadaniu wybrałyśmy się do sklepu w poszukiwaniu żarówki. 

Bercia: W ten sposób obeszłyśmy pół Władysławowa, odsyłane od jednego sklepu do drugiego, a w ostatnim powiedzieli nam, że najbliżej taką żarówkę to dostaniemy w miejscowości X, która jest Y km stąd (nie pamiętam dokładnie). 

Popłynęliśmy dalej z zamiarem pływania (na silniku) tylko w porze dziennej. Jakiegoś większego problemu z tym raczej nie mieliśmy i tak staraliśmy się pływać na żaglach jak to tylko możliwe było. 


Przez chwilę wspomagaliśmy się silnikiem
Wiał słaby północno-wschodni wiatr. Dobra pogoda do żeglowania, po sztormie na Bałtyku pozostało tylko trochę fal. 

Wiatr ucichł całkiem po wpłynięciu na zatokę. Trochę się pobujaliśmy, trochę się "pobawiliśmy" żaglami, były też różne gry na pokładzie i tak nam minęła droga przez większość Zatoki Gdańskiej. Jednak jak zrobiło się późno odpaliliśmy "dieselgrota" i dociągnęliśmy resztę na silniku. 


Rozrywki pokładowe

Na Zatoce Gdańskiej
Bercia: Następnego dnia rano mieliśmy zdać jacht, a przedtem trzeba się było spakować i posprzątać, nie chciałam wpłynąć na ostatnią chwilę. 

Paula: Chciałyśmy też szybciej wpłynąć do portu, bo sztorm, który był zapowiadany wcześniej, miał dojść do Gdańska w nocy przed zdaniem jachtu. Prognozy rzeczywiście się sprawdziły i ostatniego dnia cieszyłyśmy się, że jesteśmy już bezpiecznie przycumowane. 

Rejs niestety nie odbył się na trasie, którą planowałyśmy, ale mimo to na jachcie panowała super atmosfera i mamy nadzieję, że wyjazd z nami nie był dla nikogo rozczarowaniem (pomimo znacznej zmiany trasy).

Bercia: Mnie ten rejs nauczył, że czasami warto odejść od początkowych założeń. Nie zawsze w czasie podróży chodzi o jej cel, właściwie to droga jest najważniejsza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz