sobota, 27 lipca 2019

Malbork - krótki wypad rowerowy


Na początku czerwca udało nam się zorganizować dwa dni wolnego, które przeznaczyłyśmy na wycieczkę rowerowo - geocachową.. Naszym celem był Malbork, ale nie od razu tak rowerowo 😉

Przygotowania do wyjazdu
Już (prawie) jedziemy ;) 
Już od samego początku wszystko stanęło pod znakiem zapytania. Rano wystąpiły całkowicie niezrozumiałe problemy z pakowaniem, w końcu niby się udało więc jedziemy. Póki co na dworzec w Gdyni na pociąg. Warto zaznaczyć, że czasu było tak... akurat na dojazd. 

Wyjeżdżamy, spieszymy się... No i się zaczęło. Tam coś stuka, a tu siodełko nie tak ustawione, sakwa jeszcze nie trzyma się bagażnika (a właściwe namiotu). Coś tam próbujemy poprawiać, ale czasu mało to i te poprawki takie na szybko byleby było. 

Dojeżdżamy do dworca, wychodzimy już po schodach na peron (z obładowanymi rowerami) i słyszymy sygnał zamykających się drzwi naszego pociągu. Jednak obsługa nas spostrzegła w ostatniej chwili i skład poczekał parę sekund na spóźnialskich podróżnych. 

Do celu miałyśmy 1,5 h jazdy, w trakcie której poprawiłyśmy co nieco w naszych rowerach i bagażach. 

Bercia: Głównym problemem było to, że mój bagażnik nie był przystosowany do roweru, a w zasadzie grubości sztycy pod siodełkowej, więc unieruchomienie go graniczyło z cudem. 

Po dotarciu do pierwszego celu naszej podróży postanowiłyśmy zwiedzić malborskie kawiarnie, a później oczywiście poszłyśmy na zamek. 
Zwiedzanie z audio przewodnikiem
Zamkowe zakamarki
W zamku krzyżackim w Malborku zdecydowałyśmy się na zwiedzanie z audio przewodnikiem i... Nie wiem czy to był dobry wybór. Pomimo tego, że Pan w słuchawkach dokładnie opisywał gdzie mamy się udać, obie mamy wrażenie, że nas sporo ominęło. 


Drewniana klatka schodowa
Powojenne zniszczenia
Widać, które elementy zostały odbudowane
Całe zwiedzenie zamku zajęło nam 1,5 h, natomiast według informacji zawartej na stronie oraz ze słyszenia, powinno zająć to trochę więcej czasu. 

Sama w sobie historia zamku jest bardzo ciekawa. Jednak jego zwiedzanie jest mocno utrudnione przez wszechobecne grupy ludzi, w szczególności wycieczek szkolnych, które niekoniecznie umieją się zachować w takich miejscach.

Po zwiedzeniu części zamku przez los nam przeznaczonej, z pewnym niedosytem pojechałyśmy na obiad. Jak to na wyjazdach bywa - mega "zdrowy" - pizza. 

Bercia: Swoją drogą to była najgorsza pizza jaką w życiu jadłam. 
Początek drogi do Sztumu
Po obiedzie już bez przeszkód wyruszyłyśmy w trasę. Naszym celem był zamek w Sztumie. Trasa była całkiem przyjemna, prowadziła w dużej mierze między polami. We znaki dawał się jedynie upał. Było ok 30*, do tego przez większość czasu jechałyśmy w pełnym słońcu. 

Paula: Miałyśmy spory problem z ograniczoną ilością wody, jaką ze sobą zabrałyśmy z Malborka.. jak na okrutny upał w którym jechałyśmy było to dużo za mało.. Po tej wycieczce zaplanowałyśmy dokupienie butelek na wodę ;)

Do Sztumu dojechałyśmy wczesnym popołudniem. Wystawy zamkowe były zamknięte (o czym wiedziałyśmy już wcześniej) jednak udało nam się wejść na dziedziniec i się trochę rozejrzeć. 
Dziedziniec zamku w Sztumie
Zamek w Sztumie - widok od strony dziedzńca
To co pozostało z zamku w Sztumie to malutki kompleks kilku budynków otoczony murem. 

Bercia: Wyjątkowo nie sprawdzałam wcześniej zbyt wiele o celu naszej wycieczki. Spodziewałam się jednak czegoś więcej. Szkoda bardzo, że nie udało nam się obejrzeć wystaw stałych. 

Jednak w okolicy zamku udało nam się zobaczyć coś niezwykłego. Kota na spacerze. No dobra, nie jest to takie niezwykłe, my swojego też na smyczy wyprowadzamy. Jednak tamten nie potrzebował smyczy tylko chodził za swoim właścicielem na zawołanie, a do tego nam z Xeną jeszcze daleko. 😔
Droga powrotna do Malborka

Ze Sztumu wracałyśmy do Malborka inną drogą, część trasy była dosyć nieprzyjemna, ponieważ prowadziła drogą, poza terenem zabudowanym, gdzie samochody osiągają większe prędkości. Na szczęście ten odcinek trasy był dosyć krótki.


Po drodze chciałyśmy zebrać kilka skrytek (Geocache), jednak wszystkie były na terenach leśnych, a zatrzymanie się tam powodowało zwołanie uczty dla komarów. Pozostanie we względnym bezruchu (poszukując pojemnika) było lekką torturą, chociaż z zewnątrz wyglądało pewnie na taniec :P
Powrót do Malborka
Skrytki żadnej z zaplanowanych podjąć nam się nie udało. Do Malborka wróciłyśmy dosyć wcześnie. Po rozbiciu namiotu i szybkim prysznicu poszłyśmy z bliska przyjrzeć się miastu.

Bercia: Po drodze oczywiście zaglądając w różne krzaki w poszukiwaniu szczęścia. ;)

Paula: Tym razem z powodzeniem :D
Nasza "kwatera" - łudząco podobna do poprzednich

Co ciekawego okazało się "na mieście"? W zabudowaniach przy Zamku Malborskim mieszkają ludzie. Było to dla nas niemałym zaskoczeniem, bo przechodząc tamtędy w dzień do głowy by nam nie przyszło, że wnętrza zewnętrznych zabudowań zamkowych zostały w pełni przystosowane do zamieszkania.



Paula: Po tym odkryciu zostałyśmy zainspirowane do rozmowy, czy chciałybyśmy mieszkać w zamku.. okazuje się że żadna z nas nie była przekonana do tego pomysłu.. 
No cóż.. nie nadajemy się na księżniczki.. ;)


Malbork - Sztum - Malbork



Na drugi dzień zaplanowany był powrót do Gdyni. Po wyjeździe z Malborka konieczna była jazda ruchliwą drogą, która jak zdążyłyśmy się przekonać, była uczęszczana głównie przez samochody ciężarowe, więc praktycznie cały czas jechałyśmy poboczem. Dopiero po przejechaniu Wisły zrobiło się przyjemniej.

W planach było złapanie skrytek wzdłuż Wisły. Niestety po jednej stronie nie były one dostępne ze względu na wysoki stan wody, natomiast po drugiej, skrytki, które miałyśmy po drodze były serwisowane.
W oddali widać zabytkowy most kolejowy w Tczewie
Ważniejszym punktem postojowym był Tczew, gdzie udałyśmy się do Muzeum Wisły oraz do Centrum Konserwacji Wraków Statków.

Muzeum Wisły polecam każdemu, muzeum to nie jest jakieś niezwykłe, jednak można tam znaleźć wiele ciekawych informacji, a cena nie jest wygórowana. Niestety w dalszej części wystawy dotyczyły nie tylko Wisły, a żegluga na poszczególnych rzekach nie różniła się znacząco, dlatego też końcówkę wystawy oglądało się szybciej ;)

Natomiast Centrum Konserwacji Wraków Statków polecam osobom interesującym się jachtami i statkami. Obawiam się, że jednak większość społeczeństwa mogłaby ją uznać za nudną.

Bercia: Zarówno jedna jak i druga wystawa była ciekawa. Niestety podczas zwiedzania obiektów czułyśmy się dosyć nieswojo. Cały czas chodziła za nami jedna osoba obserwując praktycznie każdy nasz krok. Jak widać pełen monitoring nie wystarcza, a szkoda.

Paula: Centrum konserwacji statków było dla mnie bardzo ciekawe, w końcu kocham statki ;) Wystawa jest niezbyt duża, ale niektóre z fragmentów wraków wyglądały bardzo interesująco, szczególnie dla kogoś kto po przeczytaniu opisu będzie wiedział jaka to część statku. :D

Po zwiedzaniu poszłyśmy jeszcze się napić kawy, a potem to już ruszyłyśmy w stronę Gdańska.
Przystanek na uzupełnienie płynów
Praktycznie przez cały czas jedzie się oznakowanym szlakiem rowerowym. Droga była przyjemna, pierwsza część prowadziła bocznymi drogami. Samochody jeździły ale ruch był na tyle mały, że wyprzedzanie nas nie powinno nikomu sprawić kłopotu. Mniej więcej od połowy trasy do samego Gdańska jechałyśmy już wydzieloną drogą rowerową.

Bercia: Niestety w Gdańsku nadszedł taki wielki kryzys, że tam zakończyłam wycieczkę, a do domu wróciłyśmy na tarczy, tzn. SKM. :(

Dlaczego tak się stało? W te dwa dni panował straszny upał. Wysiłek w takich temperaturach był naprawdę męczący, mam wrażenie że dużo bardziej niż zwykle. 


A może po prostu szukam wymówki?

Tczew - Gdańsk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz