poniedziałek, 28 października 2019

Rejsy 2019 - część I

Dodatkowy pasażer 😉

Zaczynamy powoli sortować zdjęcia i podsumowywać nasze rejsy. Na pierwszy ogień pójdzie rejs od 17 do 24 sierpnia. Płynęliśmy w składzie 8 osobowym, a właściwie z kotem 9, więc było wesoło. 😉

Ładowanie baterii przed wachtą 😃
Był to nasz pierwszy rejs z Xeną, nie wiadomo było jak się przyzwyczai do kołysania i dźwięków podczas płynięcia. Na miejsce dojechaliśmy popołudniu, niestety formalności odbiorcze trochę trwają. Później powoli zaczęła się zbierać nasza załoga. Poszliśmy wspólnie na obiad i zakupy jachtowe. Wypłynąć mieliśmy następnego dnia rano, więc Xena miała trochę czasu na zapoznanie się ze swoim nowym terenem i poznaniem rozszerzonego stada.

Paula: My też musiałyśmy poznać jacht, dla nas również był to pierwszy rejs na tej jednostce. Przy jej przyjmowaniu wszystko wydawało się działać, ale nigdy nie wiadomo czy przy większych przechyłach nagle się coś nie zepsuje.. 
Zapoznanie się z jachtem

W niedzielę rano obraliśmy kurs na Kopenhagę. Niestety nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli i w poniedziałek popołudniu okazało się, że nie dopłyniemy do Danii. Wiatr wzmagał na sile. Płynęliśmy ostrym bajdewindem, tak więc pod falę przy silnym wietrze, a to dało nam się we znaki już kilkanaście mil za Sassnitz, więc musieliśmy zawrócić. Takie sytuacje na żaglach często się zdarzają i trzeba być na to przygotowanym, ale i tak szkoda nam było rezygnować z planów.
Sassnitz - pierwszy przystanek

W Sassnitz byliśmy około północy, ciężko było znaleźć miejsce, więc nie obyło się bez przygód.

Bercia: Zacumowaliśmy w najbardziej dogodnym dla nas miejscu, jednak okazało się, że nie ma tam możliwości podłączenia prądu oraz nabrania wody, więc po ciemku byliśmy zmuszeni się przecumować na inny pomost. Następnego dnia okazało się, że co prawda prąd jest, ale wody i tak nie nabierzemy, bo stoimy za daleko, więc przed wypłynięciem, musieliśmy się jeszcze raz przestawić. 😔 Brzmi banalnie, ale jest manewry portowe to najbardziej stresujące momenty każdego rejsu. 😓

Jednak po zacumowaniu załoga odżyła, zjedliśmy kolację, część załogi poszła na spacer, część postawiła na regenerację. Następnego dnia mieliśmy wypluwać, jednak życie zweryfikowało i kapitan nie był zdolny do dalszej żeglugi. Tego dnia postawiliśmy na atrakcje portowe, a wieczorem po sprawdzeniu prognoz zdecydowaliśmy o dalszej trasie.
Podliczanie godzin pływania - Beata z nadzorcą

Paula: Bercia czuła się tego dnia bardzo źle - tak jakby dopadła ją choroba morska z dnia poprzedniego, albo się czymś struła. Dlatego my powłóczyłyśmy się trochę po plaży i powygrzewałyśmy w słońcu.

O poranku wypłynęliśmy w kierunku Greifswaldu - a przynajmniej taki był plan. Żegluga tego dnia była dosyć przyjemna. Kotka powoli zaczęła się przyzwyczajać. Nieśmiało wychodziła również na pokład.
Pierwsze wyjście na pokład na pełnym morzu

Płynąc na południe od Rugii trzeba bardzo uważać na wypłycenia, jednak większość drogi płynęliśmy z wiatrem, dlatego też ominięcie ich nie stanowiło problemu. Po południu dotarliśmy do miejscowości Wieck, miasteczku u ujścia rzeki Ryck, którą można dopłynąć do Greifswadu. Jedną z atrakcji jest stary most zwodzony, niestety okazało się, że  jest "kaput"... Most zwodzony, który został wybudowany w 1887 roku, więc jak się można spodziewać jego prostota nie wskazywała na skłonności do psucia, a jednak nie podniósł się o wyznaczonej porze.
Zepsuty zabytkowy most zwodzony

Tym sposobem zostaliśmy przymuszeni do zacumowania w Wiecku. Wieczór poświęciliśmy na obejście tego małego miasteczka, a rano zaplanowaliśmy wyprawę do Greifswaldu.

Bercia: To właśnie w Wiecku okazało się, że nasza kotka lubi biegać za patykami oraz wyznaje zasadę, że najlepszą obroną jest atak. 

Idąc sobie spokojnie wieczorem ulicą z kotem na smyczy obszczekał nas przez płot pies, duża rasa. Sytuacja była o tyle nietypowa, że Xena zamiast się skulic jak to miała w zwyczaju, na chwilę się zatrzymała, nastroszyła "pióra" i puściła się w pogoń za psem (który początkowo zgłupiał) wzdłuż płotu sycząc na niego.
Wieck - początek spaceru

Bercia: Zwykle widząc psa na horyzoncie łapiemy Xenę, tak aby oszczędzić wszystkim stresu, a także żeby przyzwyczaić ją do widoku innych zwierząt z bliska, tym razem nie miałyśmy okazji, bo wszystko zadziało się zbyt szybko.

Następnego dnia udaliśmy się do Greifswaldu. W jedną stronę zrobiliśmy sobie 5 km wycieczkę pieszą. Na rynku zjedliśmy smaczne lody, a później przespacerowaliśmy się po mieście. W centrum miasta stoi kilka gotyckich budynków, które warto zobaczyć. Nam udało się dotrzeć do ratusza, dwóch kościołów i katedry. Do mariny wróciliśmy już autobusem - trochę zdążyliśmy się nachodzić. 😏
Rynek w Greifswaldzie

Bercia: Do tej pory udało mi się zaobserwować, że są dwie taktyki zwiedzania na rejsach. Jedna zakłada, że idziemy na miasto całą grupą, a druga że każdy sobie zwiedza co kto lubi. Niestety w tym wypadku przyjęliśmy tą pierwszą, moim zdaniem mniej udaną, dlatego też nie udało nam się podjęć zbyt wiele cach-y (wpis o Geocachingu), ani też skupić się na ciekawych ujęciach miasta. 

Po południu wypłynęliśmy w stronę Kroslin - marina umiejscowiona na przeciwko Peenemunde. Większość załogi chciała zwiedzić fabrykę rakiet, jednak wspólnie zadecydowaliśmy, że zatrzymamy się w lepiej wyposażonej przystani, a chętni dopłyną do muzeum promem. Między obiema miejscowościami kursuje tramwaj wodny, więc dostanie się do Muzeum Historyczno-Technicznego nie jest problemem, natomiast warunki są tam nieporównanie lepsze od tej starej w Peenemunde. Kroslin to duży, nowoczesny i nieźle osłonięty port jachtowy, z dostępem do wody i prądu, a także altanki grillowej. 😊
"Wypuśćcie mnie!! Też idę na grilla!"

Tego dnia żeglugę udało nam się urozmaicić ćwiczeniami podejścia do "człowieka". Człowiekiem w tym wypadku była butelka, którą Paula dostała w prezencie i niekoniecznie chciała się z nią pożegnać.

Bercia: Warunki były na tyle dobre, że mogliśmy się chwilę pokręcić, a czasu też mieliśmy sporo na pokonanie zaplanowanej trasy.

W Kroslin spotkaliśmy się z zaprzyjaźnioną załogą i dołączyliśmy się do imprezy grillowej, a byliśmy zupełnie nieprzygotowani na taką okoliczność. Następnego dnia większość załogi popłynęła zwiedzać muzeum, a my w planach mieliśmy wieczorem kierować się już w stronę Świnoujścia, jednak za namową drugiej załogi plany trochę zmieniliśmy i postanowiliśmy zatrzymać się na wyspie Ruden, na której znajduje się rezerwat ptaków - znajomy miał informację, że zniesiono na niej zakaz cumowania
"Teraz ja steruję!"

Bercia: Postanowiliśmy nie czekać na załogantów, a sami po nich popłynąć. Umówiliśmy się punktualnie o 1600 zrobiliśmy szybkie podejście do Peenemunde i przyjęliśmy na pokład naszych "turystów". Akcja była na tyle szybka, że nawet nie rzuciliśmy cum, jednak spotkała się z aprobatą gapiów, którzy o mało klaskać nie zaczęli.

Niestety, jak druga załoga dotarła na miejsce okazało się, że zakaz dalej obowiązuje. My byliśmy już w drodze i mieliśmy trochę czasu, dlatego też trafiliśmy do Gager - małego miasteczka otoczonego malowniczymi wzgórzami. Na bułę z rybą już nie zdążyliśmy, ale zaliczyliśmy koci spacer z zachodem słońca. Gdyby mieć więcej czasu, warto wybrać się na punkt widokowy, z którego roztacza się widok na całą zatokę i otwarte morze.
Spokojny wieczór w Gager

Czas nas zaczął trochę gonić, więc rano wypłynęliśmy z powrotem do Świnoujścia. Płynęło nam się na tyle spokojnie, że kolega wpadł na pomysł żeby się wykąpać. Co prawda temperatura powietrza może była wysoka, ale na lodowatą kąpiel nikt inny nie miał ochoty.  Nasz kot był żywo zainteresowany "morskim potworem" za burtą i bacznie obserwował czy ten czasem nie chce wrócić na jacht. W pewnym momencie wydawało się, że sama będzie chciała wskoczyć, jednak jak tylko obiekt zainteresowań był bliżej to Xena się wycofywała.
Szybka kąpiel przed powrotem do domu

Do Świnoujścia dopłynęliśmy w piątek wieczorem, więc osoby wracające w sobotę samochodem mogły się spokojnie wyspać przed podróżą. Xena niestety opuszczała nas po tym rejsie, bo ilość osób na jachcie do opieki nad kotem zmniejszała się o połowę, a kot był ciężki do upilnowania w portach.

Paula: Xena do życia na jachcie przystosowała się całkiem nieźle, z ciekawością odkrywała nowe miejsca na spacerach i jak się na koniec okazało, czasem wychodziła na nocne eskapady. 😉
"Znowu wpatrujesz się w tą mapę?"

Bercia: Przy dobrej pogodzie nie było z nią problemu. Trzeba pamiętać, że rejs był krótki, a zwierzak jednak potrzebuje trochę czasu na aklimatyzację. Pierwsze dni, rzeczywiście się bała, wszystkie dźwięki były dla niej nowe, na początku mieliśmy cięższe warunki i wszyscy chorowali, ona biedna też, jednak był to tylko jeden wieczór. Po dwóch, może trzech dniach przyzwyczaiła się na tyle, że wychodziła na pokład i tylko przy zwrotach (kiedy hałas jest większy) się chowała. Ludzie pływają ze zwierzętami, początki zawsze są nieprzyjemne, ale była w idealnym wieku, żeby się przyzwyczaić. Moim zdaniem powinna zostać, jednak nie sposób było przewidzieć jakie będą warunki i czy sobie z nią poradzimy i nie będzie to dla niej zbyt duży stres. Jednak decyzja, że kot wraca do Katowic spowodowała, że nie wiemy czy może z nami pływać czy nie.

Z ciężkim sercem pożegnałyśmy kota i rozpoczęłyśmy przygotowania na następny tydzień rejsu - ale o tym w następnym poście!
Wypatrując załogi na kolejny rejs

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz